Podoba Ci się? ▶ Wesprzyj redakcję i postaw magazynowi Shots Magazine drinka...
Powietrze w klubie płonie. Jest 02:00 w nocy i nastrój nie mógłby być lepszy. A może? Kiedy artystka wchodzi na środek dużego parkietu i rozpoczyna swój pokaz w stylu burleski, wokół niej szybko zbiera się zafascynowany tłum. Swoim występem Belle la Donna z Hamburga oczarowała publiczność i zyskała uznanie.
Przerwa. Kilka tygodni później siedzieliśmy w słońcu w Schanzenviertel, piliśmy latte macchiato i rozmawialiśmy. O muzyce, karierze, Hamburgu, Sea Shepherd i życiu. Oto szczegółowy wywiad.
Belle, czytelnicy znają Cię jako piosenkarkę. Opowiedz nam proszę, jak to się wszystko zaczęło.
No cóż, tak to się wszystko zaczęło. Hmm… Interesuję się muzyką od najmłodszych lat. Jednak w moim przypadku źródło muzyki tkwi bardziej w tańcu. Jako mała dziewczynka tańczyłam balet i uprawiałam gimnastykę wyczynową. Tam otrzymaliśmy wiele szkoleń w zakresie wykonawstwa. Już wtedy wymagano od nas tańca freestyle'owego w rytm muzyki i wykonywania ćwiczeń akrobatycznych. Powiedziałbym, że to był fundament, na którym mogłem pewnie postrzegać muzykę jako formę ekspresji i sposób interpretowania uczuć.
Później moją ambicją było połączenie sztuki burleski ze śpiewem. Podczas nauki zawodu fryzjera miałam okazję brać lekcje śpiewu w salonie u klienta za rozsądną cenę. Pomogła mi rozwinąć styl już od pierwszych prób śpiewania i dalej rozwijać mój głos, wykorzystując zdolności, jakie dał mi wszechświat.

A jak zaczęła się Twoja przygoda z burleską?
Krótko mówiąc. Ponieważ jako dziecko uwielbiałam przebierać się i tańczyć, szybko poczułam chęć spróbowania swoich sił w tej sztuce, kiedy burleska nie była jeszcze popularna w Niemczech, ale tu i ówdzie organizowano już coś w tym zakresie. W tym samym czasie w Berlinie i Hamburgu powstały pierwsze grupy burleskowe, z których wyłonili się pierwsi artyści indywidualni. Początkowo również zaczynałem w grupie, ale po dwóch latach zdecydowałem się na solowe działania.
Jak to było być na świeczniku na początku?
Ponieważ jestem przyzwyczajona do występów przed publicznością, nie potrafię powiedzieć, jak było na początku. Mogę tylko powiedzieć, że scena i oklaski są mi potrzebne tak samo, jak powietrze, którym oddycham. Bez publiczności – i zewnętrznej samorealizacji – nie byłbym sobą. Oczywiście, że nadal odczuwam ogromną tremę, ale to część tego, co kocham. I dlatego nie chcę tego przegapić.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że tłum nie oszalał. Ale hej, burleska była wtedy czymś zupełnie nowym, a my byliśmy całkiem fajną trupą, z zabawnymi, bardzo nowatorskimi i pomysłowymi występami. Większość rekwizytów i kostiumów wykonaliśmy sami. Mieliśmy już wtedy zarezerwowane loty międzynarodowe i świetnie się bawiliśmy. Dzięki temu udało nam się w pełni przekazać naszej publiczności miłą, swobodną atmosferę.

Jest jedno zdanie z mojego komunikatu prasowego, które szczególnie mi się podoba i myślę, że chyba najlepiej je opisuje: „Belle la Donna stoi na skraju sceny i obejmuje cały świat”. Myślę, że kiedy jako wykonawca podchodzisz do swojej publiczności w ten sposób, nie mogą się powstrzymać, żeby nie pójść za tobą.
Czy branża bardzo się zmieniła odkąd zaczynałeś swoją karierę?
Zależy, o jaką branżę dokładnie chodzi. Zdecydowanie branża burleskowa. Każdego dnia pojawiają się nowi, świetni wykonawcy. Zatem zarówno podaż, jak i popyt faktycznie wzrosły na przestrzeni lat. Ale jak to zawsze bywa, gdy oferty jest za dużo, rynek i wszystko, co z nim związane, ulega zmianie. Dzięki temu zdobyłem kilka unikalnych umiejętności, takich jak pokazy z ogniem, akrobacje powietrzne i śpiew.
A jakie projekty są obecnie realizowane?
Zespół produkcyjny Bernd Klimpel i Joachim Schlüter z Hamburga pracuje obecnie nad moim solowym albumem zatytułowanym „Heroins”. Tutaj interpretuję piosenki moich osobistych idolek po niemiecku i angielsku, w zupełnie nowym stylu muzycznym. Koncerty są planowane w całych Niemczech.
Niedawno można mnie było zobaczyć także w bieżącym programie „The Perfect Celebrity Dinner” na kanale Vox, co już zaowocowało kolejnymi zaproszeniami do telewizji. Jesienią na antenie ARD zostanie wyemitowany program „The Harbor Pastor” z Janem Fedderem, w którym wystąpię gościnnie. Tam zostałam zatrudniona jako specjalistka od burleski i udzielałam porad głównej aktorce w roli tancerki burleski. Ponadto jesienią 2016 roku otworzę własny salon fryzjersko-kosmetyczny.

Twoim zdaniem, co było dotychczas dla Ciebie absolutnie najważniejszym wydarzeniem na scenie?
To było 40 koncertów w Grünspan Hamburg z moim ówczesnym zespołem burleskowym „The Sinderellas” pod szyldem wytwórni płytowej Warner. Mieliśmy 1,5-godzinny koncert z zespołem grającym na żywo i wieloma atrakcjami. Teraz nie mogę się doczekać, aż znów będę mógł przeżyć te wszystkie wspaniałe chwile w ramach mojego solowego projektu muzycznego.
Zawsze wyglądasz perfekcyjnie wystylizowana. Jakim typem opiekuna jesteś? Raczej szybko czy godziny w kąpieli?
No cóż, to zależy (śmiech). Oczywiście, mój styl sceniczny różni się od tego, który prezentuję na co dzień. Generalnie rzecz biorąc, jestem szybki, mam wystarczająco dużo zajęć jako osoba wszechstronnie uzdolniona, więc mój czas w łazience jest ograniczony.
Czy używasz jakichś specjalnych produktów?
Tak, bardzo lubię używać kosmetyków do makijażu „Paris Berlin”. Nie są testowane na zwierzętach i są wegańskie, ale mimo to mają tak dobre krycie i tak długo utrzymują się na skórze, że mogę ich używać do makijażu na scenie i do sesji zdjęciowych.
Jeśli chodzi o włosy, to szczerze polecam „Davines”. Naprawdę odżywia włosy, które mają tendencję do przesuszenia się od częstej stylizacji. „Davines” pochodzi z Włoch, jest produktem bardzo wysokiej jakości, wytwarzanym wyłącznie z naturalnych składników, bez testowania na zwierzętach.

Hamburg, Twoja perła: Gdzie lubisz jeść i robić zakupy?
No cóż, skoro w Hamburgu jest tak wiele do wyboru, muszę się nad tym najpierw zastanowić. Aktualnie spożywam dużo potraw ajurwedyjskich, co oznacza, że gotuję je sama w domu, ale kiedy wychodzę coś zjeść, lubię wybrać się do indyjskiej restauracji „Maharaja” w St. Pauli. Uwielbiam wieczorami siedzieć w porcie i podziwiać zachód słońca. Lubię też jeździć do Finkenwerder w Alte Land i relaksować się podczas długich spacerów.
Tak, muszę uczciwie przyznać, że robię zakupy online, szczególnie w sklepie „Lucky Lola”. Nie lubię zgiełku miasta, a już na pewno nie stresującego zamieszania związanego z zakupami. Ale jeśli kiedykolwiek poczuję taką potrzebę, idę do mojej drogiej przyjaciółki, która ma butik vintage „Stay Gold” na Davidstrasse. Często ubiera mnie na wydarzenia medialne w świetne sukienki à la te byłych gwiazd Hollywood.
Jednym z moich ulubionych sklepów jest również butik vintage „Mistress and Master” przy Hein-Hoyer-Straße 15/17. Na scenie lubię też nosić lateksowe stroje z „Inner Sanctum”, które również mieści się przy Hein-Hoyer-Straße 15/17.

Jakie są Twoje ulubione marki, ubrania których marek lubisz nosić?
Collectif, Pinup Couture, Bettie Page Clothing, Inner Sanctum, Stop Staring, What Katie Did i Lena Hoschek.
A co znajdziemy na Twojej playliście?
Billy Idol, Depeche Mode, Type O Negative, The Cure i Gwen Stefani.
Czy są sprawy, którym jesteś oddany i które leżą ci na sercu?
O tak! Uważam, że organizacja ekologiczna „Sea Shepherd” jest bardzo dobra! Są mi bardzo bliskie sercu. Dzięki tej organizacji po raz pierwszy uświadomiłem sobie niesprawiedliwość na świecie. Od tamtej pory nie jem już mięsa i rzadko jadam ryby. Choć naprawdę mi smakowało, radykalnie ograniczyłam jego spożycie. Chciałbym w przyszłości bardziej zaangażować się publicznie w działalność tej organizacji. Ponieważ miałem okazję osobiście poznać ludzi, którzy za tym stoją, i przekonać się, ile energii i serca w to wkładają.
Czy masz benzynę we krwi?
Haha, to jest dobrze sformułowane pytanie. Hmm, ująłbym to tak: Przede wszystkim samochód postrzegam jako praktyczny pojazd użytkowy. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie wolę ładnych samochodów, np. zabytkowych aut lub supernowoczesnych sanek. Im nowocześniejszy sprzęt, tym bardziej przyjazny dla środowiska. Jednak dla mnie nie jest to symbol statusu i nie robi na mnie wrażenia.

Jakie jest Twoje największe marzenie?
Czy mogę mieć więcej niż jedną (śmiech)? Cóż, z biegiem życia nasze marzenia i życzenia nieco się zmieniają, ale na tę chwilę mogę powiedzieć wam tyle: 1. Pokój na świecie. 2. Oczywiście, bardzo chciałabym zostać sławną artystką, która odniesie sukces w tym, co robi. 3. Pełna rodzina z dziećmi, mieszkająca na wsi, ze zwierzętami.
Czy chcesz, żeby świat dowiedział się o Tobie czegoś jeszcze?
Tak, zdecydowanie (śmiech). Ale jest to raczej apel do czytelników: nigdy się nie poddawajcie i wierzcie mocno w siebie i swoje marzenia! Walcz i stań w obronie tego, co kochasz! I nigdy nie pozwól, aby ktoś mówił ci, że nie dasz rady – w końcu to od ciebie zależy, jak wykorzystasz swoje życie i ile pasji w nie włożysz. Korzystajmy z życia, bo mamy tylko jedno! Całus, całus, całus, twoja Piękność.
Piękna Donna (30)
belle-la-donna.de
facebook.com/bellela.donna
Kredyty:
Zdjęcia Carsten Schulze, Hair & Make-up BLD (3)
Zdjęcia Moritz Maibaum, Fryzura i makijaż Christian Olivier Merz (3)












